Leniuchowałam opatulona dwoma wełnianymi kocami domowej roboty. Moje włosy były w kompletnym nie ładzie, tak jak paznokcie i zdarta skóra na rękach. Siniak na brzuchu przybrał kolor śliwkowo-bordowy i bolał cholernie mocno przez co musiałam zrezygnować z porannego biegania codziennie. Za to przybrałam trochę na wadze przez opychanie się czekoladą i pizzą. Minął tydzień od awantury z Markiem. Minął tydzień oglądania bez przerwy Top Model. Od tygodnia ojczym nie wracał do domu a matka zamiast się cieszyć, bez przerwy płakała. Ona miała szczęście, że zamiast wycelować w nią wycelował w okno. Okno pękło i poraniło jej plecy, no ale, to lepsze niż śmierć. A ona tylko płakała. Już nawet nie starałam jej się pocieszać. Jednak w sercu bolało mnie to, że zależy jej na nim bardziej niż na mnie. Kocha go bardziej niż ciebie. Zrobi dla niego wszystko, zostawi cię. - podpowiadał irytujący głosik w mojej głowie.
Wyłączyłam telewizor w którym Elmo uczył dzieci mówić Dzień dobry po Hiszpańsku i sięgnęłam po mój stary pamiętnik. Otworzyłam go na pierwszej stronie i przekartkowałam do połowy. Otworzył się na dacie 13.07.2013 r. 00:12 i zapisany adres zamieszkania. Wpis był przed moim "wypadkiem". Przygryzłam nerwowo wargę i zaczęłam czytać.
Drogi Pamiętniczku!
Dziś stało się coś niezwykłego! Poznałam pewnego chłopaka. On jest taki cudowny. Podoba mi się.
Ja chyba też mu się podobam. To jak mnie dotyka. Jak mnie całuje. To wszystko jest takie... niezwykłe? Tak, niezwykłe, niepowtarzalne. Jego usta smakują mię
W tym momencie notatka się urywa. Następny wpis jest 30.07.2013 r. Dokładnie 18 dni później. Jest on dość krótki. Bez wesołego młodzieżowego powitania.
Chce zapomnieć.
Wyrwałam szybko kartę. Do salonu wpadł ciepły wiatr. Wziął ze sobą moją kartkę i utulił ją w ramionach. Zniknął tak szybko jak się pojawił.
Rzeczywiście, zapomniałam. - pomyślałam.
Harry's POV
Szedłem spokojnie ulicą a obok mnie dreptał Louis - mój jedyny przyjaciel. Mój wzrok był wbity w ziemie. Wiatr muskał moje policzki i loki, które już dawno oklapły. Dzień taki jak inne. Te same alejki. Ta sama godzina. Te same osoby. Te same buty.
Nawilżyłem lekko usta językiem i spojrzałem kątem oka na Louis'a. Jego włosy były długie i nie równe. On nie był typem mężczyzny, który dba o wygląd. On był równie zamknięty w sobie jak ja.
- H-Harry...? - zająknął się Louis niepewnie wyciągając rękę w moją stronę.
- Wszystko okej. - sapnąłem niezadowolony przyspieszając. Brunet opuścił rękę zawiedziony i skrzywił się.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak. - szepnął na co ja spiorunowałem go wzrokiem. Nie lubię kiedy ktokolwiek martwi się o mnie, o moje uczucia. To wszystko jest bezsensu bo ja nie zasługuje na przyjaciół. Nie chce litości. Chce tylko zapomnienia. Chce by wszyscy o mnie zapomnieli. Chciałbym obudzić się z amnezją.
- Harry! Coś ci wypadło! - Louis truchtał za mną próbując dorównać mi tępa co dość słabo mu szło. Nie miał on dobrej kondycji. Nie winie go za to. Lubie go takiego jakim jest.
- Louis, chce być sam. - mruknąłem jednak zatrzymałem się i zaczekałem na niego. Brunet podał mi małą karteczkę w różowe wzorki. Wziąłem ją i wcisnąłem do kieszeni. Nasz wzrok się skrzyżował. Dopiero teraz zauważyłem łzy w oczach chłopaka. Jego usta drżały. Na polikach pojawiły się czerwone wypieki. Podałem mu swoją bluzę i opatuliłem go. Tak słodko wyglądał. Chłopak skrzywił się mocno i zdjął z siebie moją bluzę mrucząc coś cicho. Patrzył na mnie niewinnym wzrokiem.
- Jestem chujowym przyjacielem jeśli w ogóle nim jestem. - przygryzłem nerwowo wargę i usiadłem na krawężniku.
On nic nie opowiedział. Pocałował moje czoło i ruszył w kierunku swojego domu.
Rzuciłem wściekły kamieniem, który trafił w czarny samochód uruchamiając alarm. Auto wyło. Pies zaczął szczekać a ja nadal siedziałem cichutko na krawężniku.
Z domu wybiegła zdezorientowana i zapłakana kobieta. Jej włosy były rozczochrane, po policzkach biegły czarne ślady. Była ubrana w piżamę
- C...Co się stało? - zapytała podbiegając do samochodu. Wzruszyłem ramionami i wskazałem na kamyk leżący obok.
- Jakiś dureń rzucił kamieniem. - ponownie wzruszyłem ramionami podnosząc się. Sięgnąłem do kieszeni bluzy, wyjmując z niej paczkę papierosów.
- Miło, że tak o sobie myślisz. - usłyszałam cichy głos za sobą. Odwróciłem się i ujrzałem dziewczynę opatuloną dwoma kocami. Patrzyła na mnie obojętnie ściskając w jednej dłoni kluczyki od auta. Podeszła szybko do auta lekko garbiąc się i wyłączyła wyjący alarm. Jej ciemne włosy opadały kaskadą po kocach.
- A może tak ten dureń, który rzucił kamieniem przestanie się gapić, wstanie i pójdzie sobie? - dorosła kobieta, zapewne jej matka, obojętnie mijając mnie, weszła do mieszkania.
Uległem jej. Wokół niej unosił się słodki zapach, od którego aż mnie mdliło.
- A czy jeśli ten dureń przestanie się gapić, wstanie i pójdzie sobie to księżniczka koców da mu swój numer?- wyszczerzyłem się. Zachowywałem się jak dzieciak. Jak dzieciak, którym byłem kiedyś. Miłość nie jest dla mnie. Tyle razy byłem zraniony.
- Chyba śnisz?- parsknęła dziewczyna. Nie mówiła tego złośliwie, była raczej zaskoczona. Jej oczy były duże, a skóra blada jak pergamin. Idealnie gładka, bez skazy. Potargane włosy dodawały jej uroku małej dziewczynki. Na nogach miała zabawne puchate skarpetki i stare dresy. Odgarnęła niezgrabnie włosy z twarzy, które łaskotały jej policzki i czoło. Na nadgarstku nosiła srebrną bransoletkę z napisem, którego nie dowidziałem. Patrzyła na mnie wyczekująco. W jej oczach dostrzegłem coś czego nikt inny by nie dostrzegł. Ona jest zwykłą dziewczyną z tysiącem tajemnic zamkniętych w sobie na klucz. Zwykła dziewczyna, jak inne, które widziałem tysiące razy. Na ulicy. W pociągu. Była tak nieidealnie idealna co wyróżniało ją z całego tego tłumu takich samych dziewczyn. Wszystko w niej wydawało się takie samo, a jednak było inne. Jakby nosiła "maskę". Ukrywała swoje prawdziwe ja gdzieś w środku nie chcąc, by ktokolwiek je odkrył. Mimo iż robi tak samo wiele innych dziewczyn ona robiła to inaczej. W słowach wydawała się chłodna, a w oczach widziałem tą jej kruchość. Może chciała umrzeć? Jeśli na serio tego by chciała zrobiła by to już dawno temu. A może pod dresem posiada tysiące ran, które zadaje sobie każdego wieczoru? Nie znam odpowiedzi na te pytania ale chce je poznać. Wiedząc, że to będzie wymagało czasu jednak chciałem wskoczyć na głęboką wodę. Chciałem zaryzykować.
- Jeśli to sen to chciałbym by śnił mi się każdego wieczoru. - mruknąłem szczerząc się. Ona odwzajemniła uśmiech równie szeroko.
A ja uwierzyłem w ten uśmiech.
__________________________________________________________________
Rozdział miał być dodany w poniedziałek ale okoliczności nie pozwalają mi na to więc został on napisany szybko i pod presją. Mam nadzieje, że wam się spodoba. :) Z góry przepraszam, że jest taki króciutki i przepraszam jeszcze za to jak bardzo spieprzyłam ten rozdział :(
Jak widzicie Chloe ma dużo tajemnic...
A Harry... no cóż, jak to Harry, nie sprawdza się za bardzo w roli przyjaciela.
Dziękuje za 67 komentarzy pod prologiem *O*
To mój życiowy rekord i bez was by się nie obeszło ♥
Liczę na was z całych siły!
Wasza @l0uxh
